Co się działo w Poznaniu?

„Mężczyźni Nowej Ery wspierają kobiety i podziwiają je, ale nie tylko za wizualność. Nie boją się tego, że kobieta jest niezależna, rozwija się i wzrasta.” – rozmowa z top liderką Ery Nowych Kobiet Joanny Przetakiewicz

Jak Joanna Przetakiewicz wpadła na pomysł utworzenia Ery Nowych Kobiet?

Kinga Roszak-Szydłowska: Asia zawsze mówiąc o początkach Ery Nowych Kobiet wspomina o historii spotkania z Anją Rubik w Nowym Jorku. Siedziały wówczas w hotelu i rozmawiały o przyszłości. Anja zapytała ją wtedy czy ma w planach robić coś poza modą. Asia odpowiedziała jej, że interesują ją relacje międzyludzkie, kocha ludzi i że chciałaby podążać w tym kierunku. Chciała wyjść do kobiet i je wspierać. Wtedy właśnie narodził się w niej pomysł na utworzenie ENK.

Jaka jest kobieta Nowej Ery?

Kobieta Nowej Ery przede wszystkim bardzo lubi inne kobiety. Powinna być też niezależna, ale nie oznacza to przy tym, że musi pracować w korporacji albo być szefem w swojej firmie. Wystarczy po prostu, że będzie się czuła niezależna. Kobiety Nowej Ery nie zazdroszczą, są pewne swojego i czują, że nie muszą nikomu nic udowadniać.

Jaka jest misja klubu?

Najważniejszą misją klubu jest to, żeby się wspierać a nie spierać. Mamy na to konkretne dowody, że kobiety sobie pomagają. Wspierają się w codziennych sytuacjach, wyciągają się z traumatycznych i trudnych sytuacji, pomagają sobie zawodowo, np. w założeniu lub rozwijaniu firm.

Dla jakich kobiet jest projekt?

Generalnie dla wszystkich. Nie ma znaczenia status majątkowy, społeczny, cywilny lub wiek. Era Nowych Kobiet łączy pokolenia. Na spotkania przychodzą córki, które zabierają matki oraz babcie. Jest to projekt dla empatycznych kobiet, bo empatia powoduje, że jesteśmy w stanie coś dla kogoś zrobić.

Jakie są najważniejsze wartości, które chcecie zaszczepić w kobietach?

Przede wszystkim szacunek. Ten punkt jest też zawarty w naszym regulaminie grupowym, żeby szanować inne zdanie, że absolutnie nie tolerujemy hejtu. W sieci kobiety hejtują inne kobiety. Mężczyźni się w ten sposób nie spierają. Mam wręcz wrażenie, że kompletnie nie wytykają sobie błędów. Kobiety w naszej społeczności mają mieć poczucie, że druga kobieta siedząca koło niej nic złego jej nie powie.

Dlaczego wzajemne hejtowanie dotyczy bardziej kobiet niż mężczyzn?

Bierze się to przede wszystkim z braku pewności siebie, ale wynika to również z różnych traum. Jeżeli na przykład ojciec traktował kobietę źle w dzieciństwie, a potem mąż w związku, to na skutek tego kobiety czują się gorsze. Wtedy szukają one dziury w całym, aby na kimś się wybielić. Chcą pokazać, że są lepsze od innych kobiet. Tutaj też widać tą zazdrość, bo wytykamy kobietom naszym zdaniem lepsze życie. Jeżeli oglądamy kobiety w mediach i wydaje nam się, że mają one lepsze życie, to myślimy, że żeby tak się stało musiały coś ukraść, dobrze trafić albo ktoś je sponsoruje. Nie mamy w naturze tego, by podziwiać kobiety, które doszły do czegoś w życiu. W naszym klubie nie tłamsimy się wzajemnie.

Jakie miejsce w projekcie mają mężczyźni?

Klub jest głównie dla kobiet. W klubie samych kobiet uczestniczki są w stanie się otworzyć. Przyjmując na spotkania mężczyzn może pojawić się bariera, że kobieta nie będzie chciała się zwierzyć, bo chce na przykład ponarzekać na swojego męża.

Jednak mężczyźni mają tutaj swoje miejsce. Mężczyźni Nowej Ery wspierają kobiety i podziwiają je, ale nie tylko za wizualność. Nie boją się tego, że kobieta jest niezależna, rozwija się i wzrasta. Jeżeli kobieta osiąga sukcesy zawodowe i osobiste to ten mężczyzna nie będzie się gorzej czuł, nawet jeśli w danym czasie nie wiedzie mu się tak jak jej. Mimo wszystko taki mężczyzna będzie zawsze dla swojej kobiety oparciem i będzie cieszył się z jej sukcesów. Tacy są właśnie mężczyźni Nowej Ery. Szukamy mężczyzn, którzy będą się z nami utożsamiali.

Czy w takim razie zdarzało się tak, że na spotkaniach pojawiali się mężczyźni?

Joanna organizowała takie spotkanie „Wenus vs. Mars„. Było to zderzenie świata kobiet i mężczyzn gdzie wymieniano się poglądami i uczuciami. Natomiast na naszych spotkaniach nie ma raczej mężczyzn, chyba, że są to sponsorzy lub partnerzy naszego wydarzenia, bo panie otwierają się najlepiej w swoim towarzystwie. Nie znaczy to jednak, że jesteśmy feministkami. Ten feminizm, który ma złą sławę mówi o tym, że kobieta nie potrzebuje faceta i wszystko zrobi sama. My takiej definicji nie tolerujemy. Dla nas prawdziwy feminizm oznacza to, że kobieta jest niezależna, szanujemy mężczyzn, mężczyźni szanują nas, a w związku przechodzimy na partnerstwo. Tak jak w życiu, tak i w związku, powinna być równowaga i nikt w relacji nie powinien górować.

Kiedy pierwszy raz usłyszałaś o Joannie Przetakiewicz?

To było z dobre dziesięć lat temu. Pamiętam ją z gazet jako partnerkę Jana Kulczyka. Obserwowałam w brukowcach jej kreacje z czerwonego dywanu. Bardzo podziwiałam ją za styl, klasę i urodę. Później widziałam ją w programie „Project Runway”, a kiedy pojawiła się La Mania to Joanna była już faktycznie medialną, otwartą osobą.

Jak stałaś się liderką?

Najpierw pojawiła się możliwość spotkania z Joanną w Warszawie. To było spotkanie, które Asia zorganizowała dla trzydziestu kobiet z całej Polski. Można było się na nie dostać dzięki napisaniu komentarza na Instagramie Joanny. Asia zadała pytanie: „Jaką zasadą kierujesz się w życiu? Która jest dla Ciebie najważniejsza?”. Ja napisałam, żeby nie czynić drugiej osobie tego, czego nie chciałabym, żeby ktoś mi czynił. Uważam, że gdyby ludzie tak robili to nie byłoby zła. Nikt nie chce dla siebie źle, więc jeśli ludzie kierowaliby się tą zasadą to świat byłby piękny. Mój komentarz zwrócił uwagę Asi i w listopadzie odbyło się to spotkanie trzydziestu kobiet. Półtora miesiąca później pojawił się konkurs na liderkę. Wzięłam w nim udział przez wysłanie filmiku i zostałam wybrana na liderkę ENK w Poznaniu. Byłam pierwszą osobą, która utworzyła klub od zera w Poznaniu.

Jak zostać liderką?

Dotychczas było tak, że wysyłało się filmiki, w których należało zawrzeć kim się jest, co się robi w życiu i dlaczego chciałoby się być liderką oraz jakie ma się pomysły na klub w danym mieście. W tym momencie top liderki mają prawo nominować kolejne liderki. Jeśli chodzi o Poznań i o mnie to nie przyjmuję CV. Chciałabym, żeby były to osoby, które faktycznie chcą z nami współpracować, mają czas i chęci. Wystarczy po prostu, że dadzą znać, że chcą się włączyć w organizację i dołączą do naszych spotkań. Jeżeli będzie to osoba na którą będę mogła liczyć i która będzie wsparciem dla projektu, to może takich osób być naprawdę bardzo dużo i będziemy robić wtedy większe rzeczy.

Dlaczego uwierzyłaś w ten projekt?

Uwierzyłam w ten projekt po tym pierwszym spotkaniu dla trzydziestu kobiet z całej Polski. Nie znałyśmy się, a usłyszałyśmy takie historie, które wbijały w fotel, na podstawie których można by było nakręcić film lub napisać książkę. Powiedziałam wtedy Asi, że nie może się to zakończyć na jednym spotkaniu i że ta idea powinna iść w świat. Asia powiedziała wówczas, że to jest Era Nowych Kobiet. Dla mnie to był punkt zwrotny. Gdy powijała się moja nominacja na liderkę to wiedziałam wtedy, że to jest to co chcę robić i chcę pomagać kobietom.

Jak Ci się pracuje z Joanną? Na ile jest jej teraz w tym projekcie?

Asia jest bardzo zaangażowana w projekt. Oczywiście, że nie jest ona w stanie kontaktować się z nami wszystkimi telefonicznie albo na Messengerze. Jest zespół, który koordynuje działa i pośredniczy, ale Asia wszystko śledzi i widzi, sama też napisze od siebie kilka słów wsparcia czy podziękowania. Spotykamy się cyklicznie z Joanną w mniejszym lub większym gronie. Asią jest bardzo ciepłą, prawdziwą osobą, kompletnie nie pasującą do wizerunku, który kiedyś był do niej przyczepiony, czyli diwy. Jest to po prostu równa babka.

Czego uczą Cię spotkania z kobietami? Co wynosisz z tych spotkań?

Odczuwam przede wszystkim poczucie wdzięczności za życie jakie ja mam. Czuję również wdzięczność za osoby, które poznaję, bo są to nowe znajomości i kobiety na które naprawdę mogę liczyć.

Jakie kobiety zasilają szeregi klubu? Jak bardzo różnorodna jest to grupa?

Jest to bardzo różnorodna grupa: od studentek po panie po sześćdziesiątce. Są to kobiety, które prowadzą własne firmy, panie pracują na etacie, ale również młode mamy, które nie pracują, ale wychowują dzieci.

Jak często odbywają się spotkania i jak wyglądają?

Spotkania dzielimy na te większe i te mniejsze, czyli warsztatowe. Jeśli chodzi o te warsztatowe to są praktycznie co miesiąc. Jest na nich od piętnastu do dwudziestu osób. Są to warsztaty dotyczące na przykład aromaterapii albo robienia kosmetyków. Mamy też warsztaty coachingowe. W Poznaniu co trzy miesiące odbywa się też duże spotkanie z kobietą inspiracją.

(Fotografia: Monika Strzępa)

Które ze spotkań najbardziej zapadło Ci w pamięci?

Na pewno historia naszego gościa Natalii Rybarczyk. Poruszyła ona wszystkie panie. Później pisało do mnie wiele kobiet, że spotkanie bardzo je zbudowało.

A czego oczekują kobiety przychodząc na spotkanie? Co powoduje, że na nie przychodzą?

Są takie kobiety, które mówią, że po tym jak straciły męża koleżanki się od nich odwróciły, bo myślały, że ona odbije im partnera. Są też takie panie, które nie mają koleżanek w pracy, bo są dobre w tym co robią. Kobiety potrzebują wsparcia płynącego przede wszystkim od innych kobiet, które myślą tak jak one.

W ilu miastach już działacie?

Myślę, że jesteśmy już w większości miast w Polsce. Są to duże miasta, w których jest większe zapotrzebowanie na takie spotkania, więcej chętnych i więcej możliwości, ale również malutkie miejscowości, takie po cztery tysiące mieszkańców, gdzie kobiety spotykają się na takich bardzo kameralnych, restauracyjnych spotkaniach.

Ile osób liczy wasza grupa w Poznaniu?

Jest to około tysiąca osób.

Czy docierają do Ciebie informacje, że uczestniczki mają ze sobą kontakt po spotkaniach?

Tak, dostaję czasami prywatne wiadomości ze zdjęciem dziewczyn z ich spotkań. Jeżeli mówimy o skali ogólnopolskiej, to dostaję też wiadomości, że uczestniczki nawiązują ze sobą współpracę służbową i zakładają firmy.

Mówicie o Erze Nowych Kobiet, że to „projekt szczęście”. Co to znaczy?

„Projekt szczęście” to synonim ENK. Kobiety często mówią: „Ale szczęście, że was mam.”, „Ale szczęście, że wpadłam na tą grupę”. Asia zawsze mówiła, że szczęścia można się nauczyć. Joanna uczy kobiety, że nie spada ono z nieba, ale można je zbudować samemu. My w klubie budujemy szczęście pomagając sobie.

Jakie inicjatywy wyszły spod skrzydeł ENK?

Na pewno mogę tutaj mówić o akcji świątecznej. Zrodziła się ona w Poznaniu. Razem z Joanną ustaliłyśmy, że zbieramy paczki na Domy Samotnej Matki w Poznaniu i Kiekrzu. Natomiast po rozmowie z dziewczynami z innych miast okazało się, że nie zdążą zrobić takiej zbiórki u siebie, ale chciały wesprzeć naszą poznańską. Tym samym cała akcja stała się ogólnopolską, a nawet międzynarodową, bo paczki przybyły do nas z Katowic, Tychów, Warszawy, Białej Podlaskiej oraz z Niemiec. Oprócz tego najbardziej buduje mnie pomoc potrzebującym kobietom w sytuacjach kiedy na przykład uciekają z domu z dzieckiem. Jesteśmy wtedy w stanie w ciągu godziny znaleźć im miejsce pobytu na czas kiedy nie znajdą innego zakwaterowania. To są dla mnie największe sukcesy. Wydarzenia medialne to nie jest główny cel naszego projektu. Pomoc innym kobietom buduje nas najbardziej.

Nad czym aktualnie pracujecie?

Jeśli chodzi o zasięg ogólnopolski to jest to na pewno wydanie książki Asi z historiami kobiet dla których traumatyczne przeżycia skończyły się happy endem. Mają one inspirować, budować i pokazać, że kobiety potrafią wiele znieść.

Kiedy odbędzie się kolejne spotkanie w Poznaniu?

Następne będzie w styczniu. Zaczynamy od kameralnego, warsztatowego spotkania, która poprowadzi jedna z naszych liderek Asia Orzechowska. Będzie ona opowiadać o aromaterapii.

Jak do Was dołączyć?

Nie ma do tego żadnego formularza. Jeżeli kobieta czuje, że chce z nami być i że wartości, które przekazujemy są jej bliskie, to po prostu szuka naszego wydarzenia na social mediach, zapisuje się na nie i w ten sposób do nas dołącza.

Co na koniec chciałabyś przekazać kobietom?

Chciałabym powiedzieć kobietom, żeby wierzyły w siebie i żeby czuły się zawsze wspaniałe. Każda z nas jest inna, bardzo wartościowa i coś do powiedzenia światu. Nie bądźmy zawistne, nie zazdrośćmy, dlatego, że nie znamy całych historii. Często widzimy tylko ten wierzchołek góry. Widzimy, że ktoś jest na szczycie, ale nie wiemy jaką drogę przeszedł.


Zdjęcie główne wywiadu: Monika Strzępa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *