Show biznes

Misterne gotowanie w Szczecinie. Czyli jak gotują finaliści konkursu na Mistera Polski.

Już niedługo kolejne wybory Mistera Polski. Kandydaci ubiegający się o jego tytuł pojawili się w Szczecinie, żeby udowodnić czy potrafią gotować. Jak im to idzie? Postanowiłam przekonać się sama.

Z informacjami na temat wyborów Mistera Polski jestem stale na bieżąco, więc o wydarzeniu dowiedziałam się standardowo z utworzonego wydarzenia na Facebooku. „Mister-ne gotowanie” – bo taką nazwę nosi wydarzenie – miało miejsce w piątek (21.10) o 15:00 na Bulwarach Piastowskich w restauracji The Kitchen Meet & Eat w Szczecinie. W jury, które próbowało dań znajdowali się Rafał Maślak (Mister Polski 2014), Rafał Jonkisz (Mister Polski 2015) oraz Norbert Dąbek (Top Chef).

Na miejsce postanowiłam wybrać się z koleżanką. Bardzo zależało mi, żeby się nie spóźnić (sądziłam, że będzie problem ze znalezieniem dobrego miejsca), dlatego byłyśmy na bulwarach dziesięć minut przed czasem. Zupełnie niepotrzebnie, bo chłopacy przyjechali dopiero około 15:40. Chociaż tak naprawdę bardzo mnie to nie zaskoczyło, bo spodziewałam się organizacyjnego poślizgu.

Pierwszy z limuzyny wyszedł prowadzący całe wydarzenie, czyli Kuba Kucner (Mister „Pytania na Śniadanie”). Bardzo mi się podobało, że przywitał się z oczekującymi dziękując im za przyjście. Widać było po nim, że trochę się stresował. Zależało mu by wszystko wyszło perfekcyjnie, dlatego ujęcia powtarzane były do skutku, tak aby w końcu wszystko było idealnie.

Każdy z gotujących miał przypisany do siebie numerek, a na przygotowanie dań mieli jedynie pół godziny. Wszystkie potrawy były na końcu próbowane przez jury. Nie zabrakło rzucania talerzami niczym Magda Gessler. Tym razem jednak w wykonaniu Rafała Maślaka. Zwycięskim daniem okazało się być sushi. Przewodniczący jury wybór uargumentował między innymi tym, że odżywiają się oni zdrowo.

Finalistom nie mogę nic zarzucić. Okazali się być takimi na jakich kreują się w mediach i portalach społecznościowych. Przez cały czas uśmiech nie schodził z ich twarzy. Chociaż starali się dawać z siebie sto procent, to podchodzili do tego na luzie i na okrągło śmiali się i żartowali. Byli naprawdę przesympatyczni i nie gwiazdorzyli. Mimo tego, że gonił ich czas, bo impreza zaczęła się z opóźnieniem, musieli iść jeszcze na siłownię, kolację oraz – w przypadku Rafała Maślaka – do jednego ze szczecińskich klubów, znaleźli czas na zamienienie paru słów z fanami, zrobienie zdjęć i autografy.

Razem z koleżanką zgadzamy się co do tego, że ewidentnym minusem jest to, że działo się to wszystko na zewnątrz. Chłopacy gotowali pod zadaszeniem, a widownia musiała stać i marznąć. Co prawda na Facebooku zaznaczone było, że będzie to odbywało się na powietrzu. Organizatorzy mogli jednak przewidzieć, że pogoda nie będzie sprzyjała. A jak na złość w pewnym momencie zaczęło padać. Dużo lepiej byłoby gdyby działo się to w jakimś pomieszczeniu – byłoby cieplej i można by było uchronić się przed deszczem. Zamysł był jednak inny, więc nie ma o czym dyskutować. Znajoma uważa, że impreza kierowana była do gimnazjalistek. Nie do końca się z tym zgadzam. Było to wydarzenie dla każdego kto interesuje się kulinariami i chociaż trochę zna chłopaków. Jednak jeśli chodzi o średnią wieku, to muszę jej oddać rację – najwięcej było tam osób w przedziale wiekowym gimnazjum/liceum. Chociaż znaleźli się i trochę starsi. Mnie zadziwiło jedynie to, że frekwencja była zaskakująco niska. Można było doliczyć się może z piętnastu osób. Szczerze spodziewałam się, że ludzi będzie o wiele więcej, ale sądzę, że to kwestia słabej reklamy. Ja mogę powiedzieć, że nie zawiodłam się. Interesuję się show biznesem, więc była to dla mnie świetna okazja do zobaczenia chłopaków na żywo przed finałem Mistera Polski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *