Afera z Leksiem. Co możemy z niej wynieść?

Afera z Leksiem. Co możemy z niej wynieść?

Już na początku tego roku wybuchła afera, która poruszyła polski YouTube i o której rozpisywały się również show-biznesowe portale plotkarskie. Sprawa stała się na tyle głośna, że wypowiadali się o niej czołowi polscy Youtuberzy. Każdy następny dzień przynosił kolejne dowody na rzekomą winę Leksia i jednocześnie rzucał nowe światło na sprawę. Czego może nauczyć nas ta historia i jakie możemy wyciągnąć z niej wnioski?

Afera rozpoczęła się od opublikowania przez youtubera Konopskyy’ego video w sieci, na którym ujawnia fragmenty wulgarnych wiadomości o charakterze seksualnym jednego z byłych liderów Teamu X wysyłanych do niepełnoletniej dziewczyny. Chociaż sprawa jest już mocno kontrowersyjna z powodu stawianego oskarżenia, to podgrzewała ją dodatkowo świadomość tego, że odbiorcami Teamu X były dzieci.

W pierwszym filmie Konopskyy zaalarmował, jakoby Leksiu miał pisać z czternastolatką. W drugim filmiku sprostował swoje rewelacje mówiąc, że dziewczyna miała już skończone piętnaście lat, jednak cieszy się on z wrzucenia filmiku, ponieważ lawinowo zaczęły się do niego odzywać inne dziewczyny, które doświadczyły tego samego. Mikołaj pokazywał też zrzuty ekranu rozmów Leksia z dziewczynami, które miały mieć mniej niż piętnaście lat. Jak się później okazało, sprawa wyglądała zgoła inaczej. Odkryto, że część z tych dziewczyn miała więcej niż piętnaście lat. Leksiu co prawda nie zawsze pytał swoje rozmówczynie o ich wiek, ale gdy wiedział, że są one nieletnie, to urywał z nimi kontakt. Ponadto screeny publikowane przez Konopskyy’ego nie przedstawiały całości rozmów przez co nie wiadomo, jaki był ich kontekst. Wiele dziewczyn mimo otrzymywania takich wiadomości i tak kontynuowało konwersowanie z Leksiem. Konopskyy ośmieszył się także mówiąc, że Krzysztof chciał nawiązać kontakt z trzynastolatką przez to, że polubił jej zdjęcie i zareagował emotikonką na relację na Instagramie. Dowiedzieliśmy się również, że dziewczyna z pierwszego filmiku odezwała się do Konopskyyego, bo chciała stać się popularną. Gdy zaczęła dostawać pogróżki, postanowiła, że najlepiej będzie wycofywać się ze sprawy. Jak można się spodziewać, pierwszy filmik Mikołaja na temat Leksia został usunięty z jego kanału. Jest on jedynie dostępny na tzw. kanałach shoterskich, które nagrywają transmisje na żywo youtuberów lub ściągają inne ich filmiki, a potem ponownie wrzucają do sieci. Dzięki temu widzowie mogą jeszcze raz zobaczyć niezapisane live’y lub instastories swoich ulubionych twórców, jak i obejrzeć niewygodne dla youtuberów materiały, które wcześniej magicznie zniknęły z sieci.

W pewnym momencie Mikołaj chcąc bronić swojego stanowiska wypowiada takie słowa: „zresztą, 13, 14, 15, 16 czy 17 lat, jakie to ma znaczenie w obliczu tych wszystkich obleśnych materiałów, które spłynęły do mnie po moim pierwszym filmie”. Oczywiście z moralnego punktu widzenia nie ma to znaczenia. Chcę żeby to tutaj jasno wybrzmiało: wysyłanie tego typu wiadomości osobie, która sobie tego nie życzy jest nie w porządku. Udostępnianie cudzych, nagich zdjęć innym jest złe. Być może teraz chociaż część facetów wysyłający takie obrzydliwe wiadomości nowo poznanym dziewczynom na Tinderze lub Instagramie spojrzy na to z innej perspektywy i przestanie tak robić. Ja natomiast byłam zdziwiona, że wielu youtuberów było zszokowanych takim zachowaniem, jakby pierwszy raz o czymś takim słyszeli. Przecież to bardzo często spotykane zjawisko na portalach randkowych lub serwisach społecznościowych, o którym powszechnie wiadomo. Leksiowi oberwało się akurat przez to, że jest osobą publiczną i idolem młodocianych widzów, ale ile jest takich mężczyzn, którzy zachowują się w taki sam sposób, ale nie są celebrytami?

I o ile z etycznego punktu widzenia wiek dziewcząt, do których wysyłane były wiadomości nie jest istotny, tak z prawnego punktu widzenia ma ogromne znaczenie. Według prawa osoba seksualnie zainteresowana nieletnimi poniżej piętnastego roku życia jest pedofilem. Sam Konopskyy przepraszając opinię publiczną za wprowadzenie w błąd zaznaczył, że nie pomawiał Krzysztofa o pedofilię. I to się akurat zgadza. Zrobili to za niego jego odbiorcy oraz czytelnicy portalów plotkarskich, które bezmyślnie opierały się na niezweryfikowanych informacjach przekazywanych przez – jakby nie było – opiniotwórczego youtubera. Gdzie odpowiedzialność za słowa? Jak można nie przewidzieć reakcji ludzi po opublikowaniu tak sensacyjnych wieści? Konopskyy zarzuca Leksiowi brak weryfikacji wieku dziewczyn, a gdzie jego weryfikacja otrzymanych przez niego „dowodów”? Mikołaj miał duże szczęście, że nie trafił na osobę ze słabą psychiką, bo mogłaby targać się na swoje życie i miałby kolejną rzecz na sumieniu. W tym przypadku powiedzenie, że dzisiejsze gazety wyścielają jutrzejsze kosze nie ma najmniejszego zastosowania. Na pewno nie w przypadku rzucania oskarżeń takiego kalibru. Przede wszystkim pierwszą rzeczą, jaką powinno się w tej sytuacji zrobić to iść z zebranymi materiałami na policję i namówić dziewczyny, by złożyły zeznania. Żeby móc opowiadać takie rzeczy, i nie ważne czy to w sieci, czy w życiu prywatnym, trzeba mieć na to niezbite dowody i zrobić rzetelny research. Przecież łatwo zorientować się, że osoba, której zarzuca się takie postępowanie zostanie medialnie ukamieniowany.

Oto przykład jak szybko zrujnować komuś życie na podstawie plotek, niezależnie czy jest się osobą z pierwszych stron gazet, czy nikomu nieznanym Kowalskim. Chłopak ma zszarganą opinię w całej Polsce i planuje wyjechać przynajmniej na jakiś czas do Szwecji. Teraz nieważne już jaki będzie finał sprawy, bo do większości ludzi dotrze tylko pierwotna część głośnego komunikatu, a dalsze wyjaśnienia i przeprosiny nie będą już ich zajmować. Gdy zobaczą Leksia, pomyślą: „A! To ten od afery pedofilskiej”.

Część dziewczyn, która zechciała zabrać głos w sprawie, od samego początku powinna przedstawiać prawdziwe informacje, ponieważ osiągnęły aktualnie efekt odmienny od zamierzonego. Mówienie głośno o tym, co je spotkało powinny potraktować jako przełamywanie pewnego tabu i ośmielenie innych kobiet. Ich celem mogło być wsparcie ofiar takich zachowań, jak i np. molestowania seksualnego, pokazanie im by nie bały się opowiadać o tym czego doświadczyły i prosiły o pomoc. W oczach wielu odbiorców wygląda to teraz natomiast tak, że dziewczyny udzielające się w temacie Leksia zrobiły to w nadziei na chociaż chwilowe zaistnienie w sieci i nie kierowały nimi szczere intencje. Kolejne kobiety mogą już nie chcieć zabierać głosu w sprawie lub nie mieć ochoty zgłaszać różnych form przemocy organom ścigania w obawie przed wyśmianiem lub posądzeniem o kłamstwo.

Obecnie jest tyle youtubowych kanałów komentujących to, co się dzieje w internecie, że zamiast rzetelności, która powinna im przyświecać, na pierwszy plan wyłania się pogoń za newsem, za „klikami” i za byciem numerem jeden w przekazywaniu informacji i smaczków. Szkoda, że nie numerem jeden w przekazywaniu faktów. Na miejscu Leksia podałabym Konopskyy’ego do sądu i wniosła o gigantyczne odszkodowanie oraz publiczne przeprosiny. Sam Konopskyy natomiast powinien być zbojkotowany w internecie za to, co zrobił. Pamiętajmy, żeby brać odpowiedzialność za wypowiadane słowa. Szczególnie te wypowiadane w przestrzeni publicznej.

Paula Gajownik

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Specjalistka ds. marketingu i PR. Największą frajdą jest dla niej pisanie o show - biznesie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Powrót na górę