Subiektywny show-biznesowy przegląd tygodnia #8: mieszany odbiór „Mask Singer”, Królikowski w nowym programie TVNu i influncerstwo w dobie wojny

Subiektywny show-biznesowy przegląd tygodnia #8: mieszany odbiór „Mask Singer”, Królikowski w nowym programie TVNu i influncerstwo w dobie wojny

„Mask Singer”

W tą sobotę ruszył jeden z najnowszych formatów TVNu. O „Mask Singer” mówiło się dużo za sprawą tego, jaką tajemnicą jest owiany oraz kar widniejących w umowach gwiazd i pracowników za wyjawienie kto bierze udział w programie. Występujące w nim osobowości z show-biznesu nie mogły rozmawiać z nikim z produkcji, na plan przyjeżdżali w asyście ochrony, od góry do dołu przebrani w czarne ubrania z napisem „Nie mów do mnie”, a na twarzy mieli maski i przyłbice.

Mask Singer, reklamowane jako „największe show tej wiosny”, spotkało się z mieszanymi opiniami wśród oglądających. Rozczarowani widzowie nazywają program „krindżowym” i zarzucają mu sztuczne reakcje publiczności zgromadzonej w studiu. Zachowania widowni obecnej na nagraniach faktycznie są przerysowane, ale typowanie tego, kto znajduje się pod fantazyjnym strojami na podstawie wskazówek znajdujących się w zapowiedzi poszczególnych i samego śpiewu potrafi sprawić dużą frajdę. Pamiętajmy, że nasz polski program jest oparty na międzynarodowym formacie „The Masked Singer”, a ten z kolei na pochodzącym z Korei Południowej „King of Mask Singer”. W każdej wersji programu (pierwotnej koreańskiej, jak i innych) publiczność zachowuje się równie nienaturalnie. Wielu osobom nie podobały się polityczne komentarze Julii Kamińskiej siedzącej w jury. Niektóre z nich są może faktycznie nieudane, ale trzeba mieć też na uwadze, że pod maskami mogą się kryć posłowie i senatorowie, więc nie pozbędziemy się odniesień do polityki.

Ja jestem już po obejrzeniu pierwszego odcinka i zaliczam się do fanów programu. Polecam! To nie lada gratka dla zapalonych obserwatorów show-biznesu oraz tych, którzy lubią bawić się w detektywa, np. w trakcie oglądania filmów. Dla mnie jedynym minusem „Mask Singer” jest to, że trwa tylko godzinę. Zdecydowanie za krótko. Mam nadzieję, że za maskami znajdują się naprawdę uznane polskie gwiazdy ze świata filmu i muzyki oraz ludzie związani ze sportem i polityką, a nie tylko gwiazdy stacji TVN. Program na pewno dostarcza rozrywki, a o to w tym wszystkim chodzi, więc spuśćmy powietrze, bawmy się i śmiejmy.

Dla porównania poniżej skrót trzech pierwszych sezonów „Masked Singer” w Stanach. W nich wystąpili między innymi: Seal, La Toya Jackson, Bella Thorne i Kelly Osbourne.

Antoni Królikowski

Antoni Królikowski nie ma ostatnio dobrej prasy. Wyjście na światło dzienne jego problemów w życiu prywatnym niefortunnie zbiegło się z emisją programu „Przez Atlantyk”, w którym nie przedstawił się z najlepszej strony. Pod każdym wpisem, który wrzuca na swój Instagram, czy to fotografia z małym Vincentem, czy zdjęcie z programu „Przez Atlantyk”, roi się od niewybrednych komentarzy zniesmaczonych jego zachowaniem ludzi. Wydaje się, że Antek nie znosi zbyt dobrze obecnego medialnego zainteresowania jego osobą, bo obraził niedawno jednego z reporterów serwisu Pudelek. Przedstawiciele mediów znajdujący się na konferencji „Przez Atlantyk” zostali poproszeni o niezadawanie Królikowskiemu pytań dotyczących jego życia prywatnego. Pudelek poinformował na swoim portalu, że chcieli uszanować prośbę aktora, jednak ten już od progu miał negatywne podejście do Michała Dziedzica, a później nazwał go „kmiotem”. W swoim artykule cytowali jeszcze inne wulgarne słowa aktora kierowane pod adresem reportera, ale w sieci pojawiło się jedynie poniższe nagranie, więc nie można ustosunkowywać się do reszty.

Głos w sprawie postanowiła zabrać dziennikarka Paulina Koziejowska, która tak skomentowała na Instagramie Pudelka reakcję Antka na obecność Michała Dziedzica:

Jak osoba publiczna naprawdę chce chronić swoje życie prywatne, to nie jest to aż tak wielki problem. Więc gwiazda/celebryta, który opowiada o swoim życiu prywatnym, pokazuje zdjęcia rodzinne na Instagramie itd., nie może nagle ustalać granicy, żeby dziennikarze/tabloidy/portale plotkarskie pisały o nim tylko wtedy, kiedy jest mu to na rękę. Taka jest rola tabloidu na całym świecie. Owszem zdarza się, że portale plotkarskie/tabloidy przekraczają granice dobrego smaku, pracuję jednak w show biznesie już dosyć długo.

Wspomniała, że pracując w Super Expressie zdarzało się, że ktoś nie chciał zgodzić się na wywiad z nią ze względu na redakcję, ale nie spotkała się z tym, by ktoś nazwał ją „kmiotem” oraz dodała „wstyd, jak osoba publiczna może dziennikarza tak obrazić”.

Celebryci zapominają często, że żyją z redakcjami show-biznesowymi w symbiozie. Na tym polega ta branża. Jedni i drudzy są od siebie po prostu uzależnieni. Gdyby gwiazdki nie współpracowały z portalami plotkarskimi, to nie miałyby one o czym pisać, a tym samym show-biznes by nie istniał. Nie mieliby wtedy możliwości wrócić na pierwsze strony gazet ani przypomnieć o sobie innym. Show-biznes nie jest niezbędny do życia przeciętnemu zjadaczowi chleba, ale „ściankowiczom” już tak. Następnym razem warto się nad tym zastanowić zanim wyzwie się reportera show-biznesowego. Dziennikarz może zadać każde pytanie, bo na tym polega jego praca, a to i tak celebryta decyduje czy na nie odpowie i ewentualnie czym chce się podzielić na forum publicznym. Z każdego pytania można umiejętnie wybrnąć lub z uśmiechem na ustach obrócić w żart. Ganienie dziennikarzy za ich pracę jest niedorzeczne.

Muszę też tutaj przywołać historię z 2014 roku, kiedy to Kinga Rusin w „Dzień Dobry TVN” zadała swojemu gościowi, Edycie Górniak, pytanie o jej życie prywatne. Diwa obraziła się wówczas na dziennikarkę i nie miała z nią kontaktu aż do występu w programie „Azja Express”, w którym Kinga była prowadzącą. Dopiero wówczas został zakopany topór wojenny. Wcześniej Rusin komentowała całą sprawę mówiąc, że jest dziennikarzem programu rozrywkowego, więc musi zadawać takie pytania, jakie zadałby sam widz. Dodała też, że „w programach w Ameryce nie ma pytań, których się nie zadaje”. I to jest według mnie najlepsza odpowiedź na sytuację z Antonim Królikowskim.

Nie wszyscy muszą od razu umawiać się na tzw. „ustawki” z mediami ani opowiadać o swoim życiu osobistym, ale jeśli już ktoś to robi, to niech się nie oburza, że media wracają jak bumerang w gorszych chwilach w jego życiu. W słowniku definicja takiego zachowania znajduje się pod hasłem hipokryzja.

Dziennikarze będący na konferencji promującej jeden z najnowszych programów stacji TVN w rozmowach z jego uczestnikami postanowili zahaczyć o temat Antka Królikowskiego i podpytać jak współpracowało im się z ekstrawaganckim aktorem. Maja Hirsch, aktorka grająca serialową Paulinę, wprost przyznała, że Antek „trochę dawał do wiwatu” i przytłaczał ją swoją nadaktywnością, natomiast powieściopisarz i publicysta Zygmunt Miłoszewski trafnie skomentował to, czego doświadcza obecnie jego kolega z programu:

Jest to przykład na to, że jak się zaprasza świat do swojego życia prywatnego, to nie można tego świata wyprosić w trudnych momentach. To tak nie działa.

Nie ma co jednak nastawiać się na rychły koniec medialnej burzy wokół Antoniego Królikowskiego, bo już niejednokrotnie mówił, że powstrzymuje się przed skomentowaniem doniesień medialnych jedynie ze względu na małe dziecko oraz żonę w połogu. Można się więc spodziewać, że gdy zacznie opowiadać jak sytuacja wygląda z jego perspektywy, to wszystko rozgorzeje na nowo.

Sara Boruc

Teraz zejdźmy trochę na ziemię. Ostatnio w sieci zaczęto debatować o tym, czy wybieranie się influencerów na Tydzień Mody jest w porządku wobec tego, co aktualnie dzieje się u naszych sąsiadów z Ukrainy. Zaczęto też roztrząsać temat tego, czy anulować tego typu wydarzenia. Czy już naprawdę ludzie nie mają się o co czepiać? Lepiej byłoby, gdyby osoby potępiające innych za pojawianie się na pokazach mody skupiły swoje myśli wokół uchodźców i zamiast spędzać czas na bezsensownych rozważaniach poświęciły go na pomocy uchodźcom. A co to zmieni, że odwołamy Tygodnie Mody? Czy to w jakiś sposób pomoże Ukraińcom? Oczywiście to, co dzieje się na świecie jest przerażające, ale nie szalejmy i nie zatracajmy przy tym racjonalnego myślenia. Osoby jadące na Tydzień Mody nie powinny wstydzić się tego, że tam są, bo nie robią nic złego. One, zresztą tak jak wszyscy inni, z pewnością żałują ofiar wojny, ale czy ze względu na wojnę mają teraz siedzieć w domach, nie socjalizować się i nie chodzić do pracy? Jedni pójdą z przyjaciółmi na kawę do kawiarni albo do klubu, inni w tym czasie będą siedzieli ze znajomymi w pierwszym rzędzie na pokazie mody. Dwa podobne przykłady, jednak drugi z nich jest po prostu bardziej widoczny i dlatego tak bardzo razi to ludzi w oczy. Poza tym nie zapominajmy, że bywanie na tygodniach mody to dla wielu osób przede wszystkim praca. A nawet jeśli ktoś pojawia się z czystej przyjemności, to czy mamy go z tego powodu biczować? Dla niektórych może to być sposób na odreagowanie tego, o czym codziennie donoszą nam media. Dobrze do tej chorej nagonki odniosła się Sara Boruc w rozmowie z Pudelkiem:

Nie mnie to oceniać. Fajnie, że dzieje się cokolwiek. Lepiej późno niż wcale. Ja też jestem w Paryżu, robię fittingi, mam spotkania z kupcami, chodzę na pokazy. Robię swoje. Tak jak inni chodzą do swojej pracy. Słabe to, że widzę różne koleżanki celebrytki w Paryżu na pokazach, a na ich Insta i Stories ani wzmianki. Za to wieczne zbiórki i prośby, i udają, że ich nie ma. Dodam, że z pracą nie ma to nic wspólnego. Wolę to, niż wieczną hipokryzję i robienie tego, co wypada.

Kuba Wojewódzki

Showman TVNu nie od dziś znany jest ze swojego ciętego języka. Pokazuje to nie tylko w swoim autorskim programie telewizyjnym, ale również w tygodniku „Polityka”, gdzie ma swoją własną rubrykę „Mea Pulpa”, w której krótko, acz dosadnie podsumowuje wydarzenia show-biznesowe. Swego czasu głośno było o tym, że Maciej Orłoś rozwodzi się ze swoją żoną i plotkowało się, że umawia się z popularną prezenterką Pauliną Koziejowską. Kuba Wojewódzki postanowił w swoim stylu odnieść się do tych pogłosek w „Polityce”:

Media donoszą, jakoby Maciej Orłoś wyprowadził się do młodszej o 23 lata znanej prezenterki Pauliny Koziejowskiej. Mogę szybko zdementować te szykanujące informacje. Ona wcale nie jest znana.

Mało kto jest w stanie błyskotliwie odgryźć się Kubie Wojewódzkiemu, a właśnie Paulinie Koziejowskiej się to udało.

Dlaczego miałby Kuba mnie znać, skoro już dawno nie jestem w przedziale wiekowym jego zainteresowań.

Brawo! Celne odbicie piłeczki, a do tego pozbawione agresji i jadu.

Paula Gajownik

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Specjalistka ds. marketingu i PR. Największą frajdą jest dla niej pisanie o show - biznesie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Powrót na górę