Subiektywny show-biznesowy przegląd tygodnia #9: „chwalenie się” pomocą Ukraińcom, ciąg dalszy dram z Królikowskim i mądrości Liroya

Subiektywny show-biznesowy przegląd tygodnia #9: „chwalenie się” pomocą Ukraińcom, ciąg dalszy dram z Królikowskim i mądrości Liroya

Antoni Królikowski

Jak to mówią: nawarzyłeś piwa, to teraz musisz je wypić. Obecnie gorzko doświadcza tego Antek Królikowski, który nie pozwala na to, by przez chwilę było o nim ciszej. Na pewno nie o taki rozgłos mu chodzi, ale swoimi każdymi kolejnymi zachowaniami nie daje odpocząć od siebie czytelnikom portali plotkarskich. Mimo że na ujawnienie niektórych wydarzeń ze swojego życia nie ma wpływu i dzieje się to poza nim, to mógłby chociaż nie dolewać oliwy do ognia. Antek nie jest chyba jednak zwolennikiem takiego myślenia i nie obchodzi go niesprzyjający medialny szum wokół jego osoby, czego dowód dał chociażby tydzień temu, atakując słownie reportera Michała Dziedzica z portalu Pudelek. W poprawie wizerunku nie pomagają mu również wypowiadający się na jego temat koledzy i koleżanki, którzy wystąpili z nim w programie „Przez Atlantyk” oraz… brat jego małżonki.

Widzowie oglądający „Przez Antlantyk” mogą ujrzeć nie tylko zmagania popularnych uczestników z żywiołem, ale również przebitki z ich życia prywatnego. Jak dobrze pamiętamy, już w pierwszym odcinku było niezręcznie, gdy zobaczyliśmy Joannę Opozdę pytającą Antoniego Królikowskiego dlaczego brak obrączki na jego palcu. Za to w najnowszym odcinku Antek pogrąża się dalej publicznie zdradzając, że Asia mówi do niego, aby „nie grał dobrego męża” i że „syn go jednak kocha”. Z kolei w jednej z innych scen wyszedł z kajuty i zaczął wymachiwać pistoletem. Jak się później okazało był to prawdopodobnie pistolet sygnalizacyjny, ale (jak nie trudno się domyślić) zgromadzonym na łodzi osobom nie było początkowo do śmiechu.

Jakby złego PRu było mało, instagramowy fanpage „kibelek_plotki” udostępnił na swoim profilu screena z komentarzem brata Asi Opozdy. Rozżalony szwagier Antka skwitował jedno z jego zdjęć słowami: „Karma wróci, frajerze”. Uroczo, prawda? Jak widać rodzina Asi ma zupełnie inną wizję swojej obecności w przestrzeni publicznej niż rodzina Królikowskich, która aktualnie nie odnosi się do doniesień medialnych. Pudelkowi udało się nawet dotrzeć do Patryka Opozdy i poprosić go, aby odniósł się do zaistniałej sytuacji. Ten oczywiście ochoczo podzielił się swoimi spostrzeżeniami mówiąc między innymi, że kochał Antka, bo traktował go jak nowego członka rodziny oraz, co ciekawsze, że temat zdrad poruszali już w jednej ze swoich rozmów.

Tutaj warto też zaobserwować media, które chcąc dostarczyć rozrywki swoim czytelnikom, próbują przemycić humorystyczny akcent do wielu przykrych dla celebrytów historii przy okazji czyniąc je absurdalnymi. Tabloidy starają się wycisnąć z takich sytuacji najwięcej ile się da, nawet kosztem robienia z nich komediodramatów, dlatego na przykład ostatnio Super Express poprosił księdza zwanego „spowiednikiem gwiazd” o skomentowanie na łamach ich gazety planowanego chrztu nowonarodzonego Vincenta. Duchowny przy okazji nie mógł powstrzymać się od zganienia Królikowskiego za złe postępowanie względem Joanny oraz złamanie przysięgi małżeńskiej. Jedno można powiedzieć z pewnością: czy Antek tego chce, czy nie – ten rok będzie należał do niego.

Liroy

Kolejny news dotyczący uczestnika programu „Przez Atlantyk” i następna nieprzemyślana wypowiedź celebryty w kwestii narkotyków. Poprzednio głos w sprawie zabrała Natalia Siwiec, tym razem kilka słów na ten temat powiedział jeden z naczelnych orędowników legalizacji marihuany Liroy. W wywiadzie udzielonym Pudelkowi oznajmił:

Cukier codziennie żremy w wielkich ilościach, a to jeden z najgorszych narkotyków na świecie

Owszem, cukier spożywany w nadmiarze jest szkodliwy (zresztą jak wszystko), ale z jakichś powodów jest szeroko dostępny w każdym sklepie, a co więcej jest on niezbędny do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Zdecydowanie tego samego nie można powiedzieć o marihuanie. Piszę to ostatni raz: niech celebryci przestaną dzielić się swoimi pseudomądrościami o używkach.

Sandra Kubicka

Ciąg dalszy love story Sandry Kubickiej i Aleksandra Barona. Kubicka jest jedną z tych celebrytek, której nie trzeba dwa razy przekonywać do wynurzeń o swoim życiu miłosnym przed kamerą. Modelka zawsze chętnie ze szczerym uśmiechem na ustach dzieli się nowymi wydarzeniami z własnego życia, a każdy, kto widział wywiady z jej udziałem, przyzna, że wyglądają one jak pogawędki z przyjaciółmi przy kawie. Chociaż nie piszę często o Sandrze właśnie ze względu na jej zażyłe relacje z serwisami show-biznesowymi, a co za tym idzie przez to, że mało czym jest już mnie w stanie zaskoczyć, tak jej niedawne Instrastories sprawiło, że wręcz nie sposób o niej nie wspomnieć. Kubicka wrzuciła na relację na Instagramie video, na którym wokalista Afromental prezentuje stary egzemplarz Playboya z jego ukochaną na okładce. Tak Sandra opisała to nagranie:

Dowód na to, że byliśmy sobie przeznaczeni. Kupił moją gazetę w 2017 roku. Kocham @alekbaron. Wierny fan od tylu lat. On kupował moje gazety, a ja śpiewałam piosenki Afromental w Miami i tak się ganialiśmy w kółko.

Te kilka zdań sugerujących odbiorcom, że są sobie przeznaczeni od razu przywodzi na myśl osławiony wywiad Mikołaja Krawczyka i Agnieszki Włodarczyk dla Vivy, w którym rozpływali się nad sobą mówiąc, że są „ciałami astralnymi”. Czy celebryci nie czują nawet odrobiny żenady publikując takie wyznania miłosne?

Blanka Lipińska

Swoje zdanie w temacie opowiadania na prawo i lewo o swoich partnerach zmieniła za to Blanka Lipińska, swoją drogą była dziewczyna Barona, która kiedyś równie gorliwie jak Sandra relacjonowała swój związkiem z Aleksandrem w social mediach. Ostatnio autorka poczytnych erotyków zapytana na Instagramie przez fankę czy się z kimś spotyka, odpowiedziała:

Nawet jeśli się z kimś spotykam, to nigdy w życiu nie zobaczycie go tu. Ja uczę się na błędach.

Chciałoby się powiedzieć: lepiej późno niż wcale. Dobrze byłoby, gdyby w ślad za Blanką poszli jej show-biznesowi znajomi, którzy najpierw rozpowszechniają gdzie tylko mogą swoje zdjęcia w objęciach partnera, usilnie zapewniając innych o wciąż istniejącym w nich uczuciu do drugiej połówki, żeby za kilka miesięcy pieklić się, gdy reporterzy na ściankach pytają ich co było powodem rozstania.

Maja Bohosiewicz

Myślałam, że mój ubiegłotygodniowy komentarz do jednego z artykułów Pudelka będzie pierwszym i ostatnim związanym z obecną sytuacją na świecie, jednak pojawił się kolejny, który skłonił mnie do napisania paru zdań. Tym razem rozchodzi się o, jak to niektórzy nazywają, „chwalenie się pomocą Ukraińcom” wśród influencerów. Maja Bohosiewicz zdecydowała się odnieść do tego kuriozalnego zarzutu. Influencerka wyraziła na Instagramie swój sprzeciw wobec napiętnowania osób znanych za publiczne deklarowanie pomocy potrzebującym:

Bardzo jestem ciekawa, jaka jest wasza opinia o tym „chwaleniu” się w necie, czy się komuś pomaga, czy nie. Słyszę opinie, że pomagać należy po cichu. Dla mnie to jest bullshit. (…) Teraz wszyscy, jeżeli cokolwiek dobrego robicie, chwalcie się tym. Ja jestem absolutnie za tym. Nie dlatego, żeby łechtać sobie swoje ego, tylko dlatego, żeby dać innym informację, że trzeba, należy i można pomagać.

Oskarżanie gwiazd o chwalenie się wyciąganiem ręki do potrzebujących lub posądzanie ich o szczycenie się tym faktem i wykorzystywanie tragicznych wydarzeń za granicami naszego kraju jako okazji do ocieplania w ten sposób swojego wizerunku jest więcej niż absurdalne. Trudno uwierzyć w to, że w obecnych czasach trzeba tłumaczyć ludziom jak bardzo potrzebne jest, aby w obliczu wojny szczególnie osoby znane dzieliły się w środkach masowego przekazu swoją dobroczynnością względem naszych ukraińskich przyjaciół. Media społecznościowe są narzędziem dającym wiele możliwości, a jedną z nich jest wykorzystywanie ich w słusznym celu, takim jak np. promowanie zbiórek charytatywnych na kosztowne zabiegi medyczne, wspieranie WOŚPu czy właśnie zachęcanie do pomagania uchodźcom.

Gwiazdy i „gwiazdki” dzięki swoim zasięgom na Instagramie oraz późniejszym przedrukom w gazetach czy artykułach na serwisach internetowych są w stanie dotrzeć ze swoim przekazem do ogromnej liczby ludzi. Zastanówmy się: jeśli na przykład Julię Wieniawę na samym Instagramie stale śledzi na ten moment 2 miliony osób, dodamy do tego tych, którzy obejrzą jej relację na Instagramie i udostępnią dalej wpis o Ukrainie, a czołowy portal plotkarski zrobi newsa odnoszącego się do celebrytów dołączających się do przeróżnych akcji na rzecz Ukraińców, to na koniec dnia z łatwością można sobie uświadomić jak duża jest skala dotarcia do ludzi z daną treścią.

Bywalcy warszawskich ścianek dla części swoich fanów pełnią rolę autorytetu, z którego zdaniem warto się liczyć, więc nawet jeśli jakiś nieznaczny ułamek z nich kieruje się obecnie interesownością, to za krzewienie dobrych zachowań, danie kopniaka do działania innym i za samo nagłaśnianie sprawy zasługują na rozgrzeszenie. A Ty? Dalej zgadzasz się z tym, aby dobro czynić po cichu?

Paula Gajownik

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Specjalistka ds. marketingu i PR. Największą frajdą jest dla niej pisanie o show - biznesie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Powrót na górę