„Co kryją jej oczy”, czyli o serialu Netflixa, który potrafi wzbudzić wiele emocji

„Co kryją jej oczy”, czyli o serialu Netflixa, który potrafi wzbudzić wiele emocji

Jakie słowa opisujące film lub serial spowodują, że włączę go w ciemno? Trzymający w napięciu, nieco zagmatwany i bezwzględnie thriller! W moim przypadku często zestawienie tych trzech rzeczy zwiastuje, że czas wygospodarowany na obejrzenie produkcji nie okaże się później zmarnowanym. Czy tak samo było z jednym z najnowszych seriali Netflixa?

Uwaga, w dalszej części tekstu pojawiają się spoilery.

Główną bohaterką serialu jest Louise. To sekretarka pracująca na pół etatu w prywatnej placówce, w której przyjmują psychiatrzy. Po śmierci swojej matki zaczyna zmagać się z lękami nocnymi. Jednym z lekarzy jest tam doktor David Ferguson, z którym Louise styka się w barze. Ma on żonę Adele. Jest ona trzecią istotną postacią w serialu. Gdzieś w międzyczasie pojawiają się również retrospekcje ukazujące znajomość Adele z niejakim Robem, którego poznała w szpitalu psychiatrycznym.

Niezwykle trudno jest stworzyć serial, w którym nie trawi się wszystkich bohaterów. Zawsze jest przynajmniej jedna postać, która w naszym odczuciu jest pozytywna i jesteśmy w stanie ją polubić. Do trzeciego odcinka byłam pewna, że twórcy dokonali niemożliwego. Myślałam, że udało im się, bo cała trójka głównych bohaterów denerwowała mnie na potęgę. Najbardziej Louise, która drażniła mnie swoimi irracjonalnymi zachowaniami, brakiem wyobraźni i egoizmem.

Są ludzie, którzy nie mogą się obejść bez dramatów w swoim życiu. Nie zadawala ich spokój, więc czują silną potrzebę celowego wpadania w tarapaty. Skoro nic ciekawego nie dzieje się w ich życiu, to muszą je samemu trochę urozmaicać. Lubią sobie popłakać, dołować się oraz szkodzić sobie. Mają kochającego partnera, ale specjalnie rujnują związek albo tkwią w relacjach, które ich wyniszczają. Tak jakby chcieli, żeby ich codzienność przypominała scenariusz filmowy, bo brakuje im zastrzyku emocji. Jeżeli nie macie w swoim otoczeniu takiej osoby i nie wiecie o czym mówię, to zdecydowanie musicie obejrzeć „Co kryją jej oczy” chociażby ze względu na Louise. Wie, że Ferguson ma żonę, a mimo to sypia z nim. Stawia jego żonę w sytuacji w jakiej ona sama kiedyś była. Decyduje się wybrać na kawę z wybranką Davida, zamiast jej grzecznie podziękować. Bez problemu podaje Adele swój numer telefonu, a następnie zgadza się nie mówić o ich spotkaniu jej mężowi. Mało tego, wplątuje się w dziwny trójkąt. Romansuje z Davidem jednocześnie kolegując się z jego żoną. Wkrada się nocą do gabinetu Fergusona, zabiera z niego teczkę, a potem wręcza Adele. Takich absurdów w jej wykonaniu mogłabym wymieniać wiele. Dobrym duchem w serialu jest Sophie i gdyby Louise brała sobie jej uwagi do serca, to jej losy potoczyłyby się zupełnie inaczej.

Zanim zagadka się rozwiązała miałam Adele za kobietę do szaleństwa zakochaną w swoim mężu. Jej oschłość, delikatność, takie wręcz mechaniczne wykonywanie czynności i wypowiadanie słów skojarzyło mi się z bohaterką filmu „Panaceum”, która faszerowana była przeróżnymi antydepresantami. Sądziłam, że przez śmierć Roba stan psychiczny Adele uległ znacznemu pogorszeniu. Przyczyniał się do tego również mąż zdradzający ją przy każdej nadarzającej się okazji. Chociaż było mi jej szkoda i starałam się sobie jakoś wytłumaczyć jej zachowanie, to równocześnie nie mogłam na nią patrzeć. Wraz z kolejnymi odcinkami zrozumiałam, że David potrzebował zwyczajnie odrobiny ciepła. Jego ukochana nie była już tą, w której kiedyś się zadurzył. Przestał ją kochać, ale mimo to troszczył się o nią. Nie mógł jednak od niej odejść, bo ujawniłaby łączącą ich tajemnicę.

Ostatecznie jedyną wyrachowaną, zdolną do wszystkiego, by zdobyć to czego pragnie osobą był Rob. Idealnie pasuje do niego sformułowanie „po trupach do celu”. Myślę, że podróże poza ciałem mogą mieć tutaj głębsze znaczenie. To metafora służąca ukazaniu jakim psychopatą jest Rob. Jest wszędzie i wszystko widzi. Był w stanie zabić swoją przyjaciółkę, by być z jej chłopakiem. Od początku wiedział kim jest Louise i manipulował wszystkimi wokół. Nie opuszczał swojego partnera na krok i bacznie go obserwował, by mieć rękę na pulsie. Gdy tylko pojawiało się zagrożenie, od razu je eliminował. Jego trudne dzieciństwo miało wpływ na to jakim jest człowiek, ale w żaden sposób nie usprawiedliwia to jego późniejszego postępowania. Jest dorosłym, samodzielnym mężczyzną, który ma możliwość pozostawienia przeszłości za sobą i odmienienia swojego życia. On jednak postanawia pogrążać się w używkach. Po drodze jest sporo wskazówek sugerujących, że Rob może być Adele, ale zdajemy sobie z nich sprawę dopiero po obejrzeniu serialu. Przykładem na to może być fakt, że Adele się narkotyzowała. Mnie z kolei wydawało się, że wcześniej wciągnął ją w to po prostu jej nieżyjący już przyjaciel.

Co jest dla mnie miarą dobrego serialu bądź filmu? Z pewnością to, że może mnie zaskoczyć. Thrillery są najczęściej i jednocześnie najchętniej oglądanym przeze mnie gatunkiem filmowym, więc cieszę się, gdy potrafią mnie jeszcze zaintrygować nieoczywistą fabułą lub zakończeniem. W przypadku „Co kryją jej oczy” co chwilę starałam się przewidzieć jak się skończy i za każdym razem mi to nie wychodziło. W moim przekonaniu końcówka jest zbyt wymyślna, ale jeżeli ktoś interesuje się eksterioryzacją, to szybko zorientuje się jaki będzie finał. Nie każdy serial musi zamykać happy end, ale tutaj jego brak mnie rozczarował i nieco zasmucił.

Nie przepadam za serialami, a jeśli już je oglądam, to głównie te składające się z maksymalnie dziesięciu odcinków. Nie lubię gdy akcja rozciąga się na kilka sezonów, a krótkie seriale sprawiają, że mam wrażenie jakbym oglądała trochę dłuższy film. „Co kryją jej oczy”, tak samo jak pierwszy sezon „13 Reasons Why”, ogląda się jak niezłe kino. Dodatkowo widzę pewne podobieństwo tej produkcji do filmu „Us”. W „Us” sobowtórka Adelaide podmienia się z nią chcąc wieść jej życie.


Co kryją jej oczy” wzbudził we mnie irytację (dzięki głównej bohaterce), zaskoczenie (wywołane rozwikłaniem historii) i odrobinę smutku (przez nieszczęśliwy finał). Czy to dobrze? To bardzo dobrze! Każdy film lub serial powinien uruchomić w tobie jakieś emocje. Nie uważam jednak, aby był to jeden z najlepszych seriali jakie widziałam, bo oprócz zakończenia nie wyróżnia się niczym na tle innych filmów. Pomijając ten szczegół, jeżeli lubisz nieprzewidywalność i thrillery psychologiczne, mogę obiecać Ci, że się nie zawiedziesz.

PS Jedna rada: oglądaj koniecznie z napisami! Głos lektora (a właściwie lektorki) zabija klimat tego serialu.

Paula Gajownik

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Specjalistka ds. marketingu i PR. Największą frajdą jest dla niej pisanie o show - biznesie.

2 myśli w temacie “„Co kryją jej oczy”, czyli o serialu Netflixa, który potrafi wzbudzić wiele emocji

  1. Wykorzystałem Netflixa przez miesiąc za darmo, kiedy do siedzenia w domu zmusiła mnie kwarantanna. Serialu nie obejrzałem żadnego ponieważ stwierdziłem, że nie mam aż tyle czasu, żeby ciągle siedzieć przed telewizorem, ponadto kiedy wypuszczą mnie ma wolność tego czasu będzie jeszcze mniej.
    Nie mniej jednak dzięki temu postu serial wygląda interesująco. Bardzo lubię thrillery, naopak nie znoszę horrorów bo nie lubię się bać 😀 za to porządne trzymanie w napięciu lubię, tak samo jak filmy psychologiczne.

    1. Ten serial ma na szczęście tylko sześć odcinków, więc można go obejrzeć w jeden dzień 😀 Skoro lubisz thrillery psychologiczne, to ta produkcja powinna Ci przypaść do gustu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powrót do góry